Drogę do 10BDW tak wspomina jeden z jej harcerzy : "Przypomina mi się ta pierwsza chwila, jakby żywcem wyjęta z sensacyjnego filmu: zupełnie niespodziewane lądowanie śmigłowca, krótka rozmowa z jego głównym pasażerem (chodzi o wtedy jeszcze wyw. P. Winieckiego), człowiekiem o żelaznym uścisku dłoni i ciemnych spokojnych oczach. Zaproponował nam służbę w nowej drużynie. Nie agitował, nie namawiał, jak to w podobnych wypadkach bywa, lecz dawał szansę najlepszym. Tym, którzy przyjdą, nie obiecywał wiele, ale propozycja podziałała ludziom na wyobraźnię. Zapaleńcy, ci noszący nieustannie nóż przy nodze i rogatywce na bakier, podjęli decyzję, zanim helikopter oderwał się od ziemi. Zaraz też rozpoczęła się gorąca dyskusja, przekrzykiwanie. [...] Wyszedłem wtedy na samotną przechadzkę, przemyśleć to wszystko. Potem była selekcja. Litry potu i tysiące, tysiące powtórzeń tych samych elementów..."